Żona wokalisty Grzegorza Hyży opublikowała na Instagramie długi post, w którym opisała, że jako młoda dziewczyna znalazła się w ekstremalnie niebezpiecznej sytuacji. Do jej napoju dorzucono pigułkę gwałtu.

Spotkanie licealne po latach, moje rodzinne miasto. Katowicki klub, tłum ludzi, znajome twarze, młodość pomieszana z dorosłością. Plan był prosty, tylko na chwilę. Następnego dnia o 7 rano miałam pociąg do Warszawy, pracę i obowiązki. Umówiłam się z rodzicami, że do północy będę w domu. Jestem dorosła, samodzielna, to już nie te czasy, kiedy mama i tata przywozili mnie z imprez
- zaczęła Hyży.
Jak podkreśliła, nie piła tego wieczoru alkoholu i nie było mowy o zmęczeniu. Na barze stała jej szklanka z colą i gdy wypiła zaledwie połowę, nagle źle się poczuła.

W ciągu kilku minut świat zaczął wirować, obraz rozmywać się przed oczami, ciało stawało się ciężkie. Wiem, że nie było jeszcze 23. Wzięłam torebkę i pomyślałam: "Idę do łazienki. Ochlapię twarz wodą i zamawiam taxi". Zamknęłam się w toalecie... i wtedy mój film się urywa
- czytamy.
Następnie dziennikarka opisuje, że leżała na podłodze łazienki przez wiele godzin i nie była w stanie odebrać telefonu. Jej rodzice jednak nie przestawali dzwonić i w końcu udało jej się nacisnąć zieloną słuchawkę.
Rodzice zabrali Agnieszkę do szpitala, gdzie lekarze powiedzieli im, że ich córka jest "naćpana" i nie dawali wiary w słowa jej mamy, że jej córka nie bierze narkotyków. Po powrocie do domu Agnieszka Hyży przespała pierwsze 24 godziny, a na swojej skórze czuła ostry, octowy zapach.

Jak dodała, niestety wykrycie sprawcy w przypadku dorzucenia do napoju pigułki gwałtu jest bardzo mało prawdopodobne.
Substancje znikają z organizmu szybko, dowody przepadają, a mało kto drąży temat do końca. Proceder jest niestety powszechny. Istnieją nawet nieoficjalne mapy klubów i miejscówek, które od lat są z tego znane. To jest przerażające
- dodała Hyży.








Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze