W kwietniu cała Polska śledziła akcję „Diss na raka”, której twarzą był influencer Piotr „Łatwogang” Hancke. Wynik zbiórki robił ogromne wrażenie – ostatecznie udało się zgromadzić 292,7 mln zł. Pieniądze miały zostać przeznaczone na pomoc osobom zmagającym się z chorobami nowotworowymi oraz placówkom medycznym.
Pół roku później „Rzeczpospolita” postanowiła dokładniej przyjrzeć się działalności Fundacji Cancer Fighters. Dziennikarze zwrócili uwagę przede wszystkim na sposób funkcjonowania należącej do niej spółki Boxing Challenge, organizującej charytatywne gale bokserskie.

Fundacja ma własną spółkę od gal
Cancer Fighters posiada 100 proc. udziałów w Boxing Challenge. Jak tłumaczy sama fundacja, spółka została powołana właśnie dlatego, że organizacja gal wykracza poza statutową działalność fundacji. Według przedstawionych przez nią wyjaśnień Boxing Challenge miała zajmować się organizacją i finansowaniem wydarzeń, podczas gdy fundacja pozostawała beneficjentem działań charytatywnych.
Problem pojawił się przy analizie sprawozdania finansowego spółki za 2025 r.
Boxing Challenge nie zatrudniała wówczas pracowników. Jedynym członkiem zarządu był jej prezes Jakub Michalski. Spółka przeznaczyła na wynagrodzenia 218,2 tys. zł brutto, podczas gdy jej całkowite koszty wyniosły około 355 tys. zł. Około 137 tys. zł stanowiły pozostałe koszty związane z organizacją czterech gal.
To właśnie ta dysproporcja zwróciła uwagę dziennikarzy i ekspertów.

Katarzyna Batko-Tołuć z Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska w rozmowie z „Rzeczpospolitą” oceniła, że stosunkowo niskie koszty wykazane przez spółkę mogą rodzić pytania o to, czy część kosztów organizacji wydarzeń nie była ponoszona przez samą fundację.
Jedna osoba w kilku rolach
Kolejnym elementem, który przyciągnął uwagę, są powiązania personalne.
Jakub Michalski jest bowiem nie tylko prezesem Boxing Challenge. Pełni również funkcję dyrektora zarządzającego Fundacji Cancer Fighters, a jednocześnie jest związany z agencją PR Cloud Eleven. Fundacja potwierdziła, że współpracowała z tą firmą w latach 2019–2026, przede wszystkim przy obsłudze mediów społecznościowych oraz płatnych kampaniach reklamowych.
Właśnie zestawienie tych funkcji sprawiło, że pojawiły się pytania o możliwy konflikt interesów.
Nie oznacza to jednak automatycznie, że doszło do naruszenia prawa. Sama fundacja została o te kwestie zapytana przez dziennikarzy i przedstawiła swoje stanowisko.
Fundacja tłumaczy, skąd takie koszty
Cancer Fighters podkreśla, że organizacja gal opiera się również na współpracy z partnerami. Część firm ma przekazywać nie tylko pieniądze, ale także sprzęt, catering czy konkretne usługi w zamian za obecność marki podczas wydarzenia.
Według fundacji właśnie takie rozwiązania pozwalają ograniczać koszty organizacji gal.
Fundacja wskazuje też, że Boxing Challenge od lat jest jednym z projektów związanych z działalnością Cancer Fighters. Według informacji zamieszczonych na stronie organizacji, gale od 2020 r. przyniosły już miliony złotych na pomoc osobom zmagającym się z nowotworami.

Co z 293 mln zł od Łatwoganga?
Najważniejsze jest jednak rozdzielenie dwóch kwestii.
Ustalenia dotyczące Boxing Challenge nie są dowodem na to, że pieniądze z rekordowej zbiórki Łatwoganga zostały przekazane tej spółce. Z dostępnych dokumentów nie wynika, aby środki z „Diss na raka” trafiły do Boxing Challenge.
Pieniądze ze zbiórki znajdują się w dyspozycji Fundacji Cancer Fighters, która deklaruje, że decyzje dotyczące ich wykorzystania podejmowane są przy udziale eksperckiej rady lekarskiej. Część środków została już wykorzystana na pomoc pacjentom i placówkom medycznym. Według informacji przekazywanych przez fundację rozdysponowano już ponad 100 mln zł.



Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze