Z relacji uczestników wynika, że zasłabnięcie nastąpiło nagle, jeszcze zanim rozpoczęła się część towarzyska wydarzenia. Koledzy natychmiast przystąpili do reanimacji i wezwali pogotowie, jednak od pierwszych minut pojawił się problem, który okazał się kluczowy dla dalszego przebiegu dramatycznych wydarzeń.
W okolicy nie było dostępnego defibrylatora AED. Próbowano dostać się do Zamku Królewskiego, lecz budynek był zamknięty. W pobliżu stał samochód straży miejskiej, ale bez załogi, więc również nie można było liczyć na pomoc.

Świadkowie podkreślają, że w jednym z najbardziej reprezentacyjnych i uczęszczanych miejsc w stolicy, odwiedzanym codziennie przez tysiące turystów, nie było sprzętu, który w przypadku nagłego zatrzymania krążenia może decydować o przeżyciu.
Według relacji obecnych na miejscu fotografów ambulans przyjechał około 10 minut od wezwania. Przez cały ten czas reanimację prowadzili koledzy Chełstowskiego, w tym osoby przeszkolone w udzielaniu pierwszej pomocy.

Mimo ich wysiłków oraz późniejszej interwencji ratowników medycznych serca fotoreportera nie udało się przywrócić do pracy. Zmarł na miejscu, zaledwie kilkadziesiąt metrów od jednego z najważniejszych obiektów historycznych w Polsce. Adam Chełstowski miał 50 lat.


Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze