Podczas majowego przemówienia na Placu Marszałka Piłsudskiego w Warszawie Kierwiński mówił niewyraźnie, z trudem dobierał słowa, a jego głos był nienaturalnie przeciągnięty. Transmisja w sieci natychmiast wywołała poruszenie. Internauci ruszyli z komentarzami:
„Co on bredzi?”,
„Minister po głębszym?”,
„Wódka nie wybacza…”
Zamiast szybkiego i jednoznacznego wyjaśnienia – zaczęły się publiczne testy alkomatem, które sam minister udostępniał w Internecie. Do badania miało dojść… 20 minut po przemówieniu, w obecności funkcjonariuszy. Wynik? Rzekome 0,0 promila. Jakby tego było mało, Kierwiński udał się też do szpitala na badanie krwi – i ponownie: „czysto”.

Ale wiele osób zadaje sobie jedno pytanie: czy to naprawdę sposób, w jaki powinien zachowywać się szef MSWiA? Czy minister spraw wewnętrznych – odpowiedzialny m.in. za Policję, Straż Pożarną i bezpieczeństwo państwa – powinien nagrywać siebie z alkomatem i prowadzić medialne show, zamiast po prostu zadbać o profesjonalizm?
Dla niektórych to właśnie ta „akcja ratunkowa” była jeszcze bardziej kompromitująca niż samo wystąpienie. Bo nawet jeśli był trzeźwy – to wyglądało fatalnie.

Kierwiński wytłumaczył się później, że jego dziwny ton to wina „pogłosu i sprzętu nagłaśniającego”, a jego głos „rozchodził się dziwnie po placu”. Przypadek? Internauci pozostają sceptyczni. W dodatku sam dodał, że był „przeziębiony i zestresowany”, co zabrzmiało raczej jak desperacka próba usprawiedliwienia niż wiarygodne wyjaśnienie.
Co ciekawe, to nie pierwszy raz, gdy wokół Marcina Kierwińskiego pojawia się zamieszanie związane z wizerunkiem i kontrowersyjnym zachowaniem. Choć sam przyznał w jednym z wywiadów, że „bardzo mało pije”, to po tym występie trudno będzie zmazać złe wrażenie.

Sytuacja zrobiła się jeszcze bardziej absurdalna, gdy na oficjalnym profilu MSWiA w serwisie X pojawił się niezrozumiały, bełkotliwy wpis, który – jak zauważyli użytkownicy – przypominał stylistyką to, co usłyszeliśmy spod mikrofonu ministra.
„No tak, Kierwiński…”
– napisał jeden z komentujących. Wpis zniknął po kilkunastu minutach, ale screeny zostały w sieci na zawsze. Dla wielu to kolejny element układanki, który tylko pogłębia wizerunkowy kryzys resortu.
Zobaczcie:
A co tu się ten tego? pic.twitter.com/FrOHg5LkPp
— Tomasz Żółciak (@tzolciak) August 28, 2025
