Dramatyczna walka o każdy oddech
Jeszcze w maju 2024 roku Maja Kuczyńska była na szczycie. Utytułowana zawodniczka indoor skydivingu, mistrzyni świata w lataniu w tunelu aerodynamicznym i uwielbiana przez setki tysięcy internautów tiktokerka miała u stóp cały świat. Wszystko legło w gruzach w ułamku sekundy podczas towarzyskiego spotkania ze znajomymi.
Wybuch biokominka doprowadził do potężnego dramatu. Ogień błyskawicznie objął ciało sportsmenki, powodując oparzenia III stopnia aż 40 procent powierzchni ciała, w tym twarzy i dróg oddechowych.
Trafiła na OIOM w stanie krytycznym. Medycy nie ukrywali przed jej bliskimi ponurej prawdy. Dawali jej zaledwie 20 procent szans na przeżycie. Przeszła serię skomplikowanych przeszczepów skóry, niewyobrażalny ból. Za nią miesiące żmudnej, wycieńczającej walki o powrót do sprawności. W sprawie wypadku prokuratura oskarżyła właścicielkę obiektu o nieumyślne spowodowanie uszczerbku na zdrowiu, a sama Maja zdecydowanie odrzuciła propozycję sądowych mediacji.
"Nie potrafiłam płakać"
Dziś Maja Kuczyńska inspiruje ponad 120 tysięcy obserwatorów, bez tabu pokazując swoje blizny, oswajając temat poparzeń i dając nadzieję innym ludziom po traumatycznych przeżyciach.
Na jej profilu wylądowały właśnie najnowsze, chwytające za serce zdjęcia prosto ze szpitala. Widzimy na nich zawodniczkę w różowym dresie, z opatrunkiem na ręce i wyraźnymi śladami pooperacyjnymi na twarzy, która mimo zmęczenia posyła światu ciepły uśmiech.
W poruszającym, intymnym wpisie gwiazda opowiedziała o piekle, przez które przeszła po wybudzeniu ze śpiączki farmakologicznej:
Opowiem wam dziś o czasie, czyli o słowie, którego po wypadku zabroniłam komukolwiek używać w rozmowie ze mną. Bo jedyne co słyszałam to to, że potrzeba czasu, że rany się zagoją z czasem, że czas mi pomoże. Będąc chwilę po wypadku tego nie rozumiałam, bo nie chciałam czasu. Chciałam, żeby było jak dawniej, chciałam się obudzić z tego okropnego snu i więcej nie czuć bólu, nie patrzeć na moje zmienione życie, na zupełnie inną twarz. Byłam rozżalona, zła i smutna. Nie potrafiłam płakać, zamknęłam się na to, kiedy obudziłam się ze śpiączki. Wiedziałam, że jak się rozpłaczę to nie będę mogła przestać
- napisała Maja na Instagramie.
Kolejny zabieg i nowa perspektywa
Po ponad dwóch latach od tragedii jej podejście do życia jest lekcją niezłomności i pokory. Maja przyznała, że choć początkowo myślała, iż ogień zniszczył ją bezpowrotnie, czas okazał się sprzymierzeńcem, który nauczył ją akceptacji samej siebie i nowej rzeczywistości.
Dziś odbyła się moja kolejna operacja, na którą bardzo czekałam. Jestem zmęczona i obolała, ale wdzięczna, że mogłam zawalczyć, że żyję i że małymi kroczkami zbliżam się do końca leczenia. A ja żyję dziś z perspektywą, że nie zmieniłabym w swoim życiu nic. Nie cofnęłabym czasu"
- podsumowała dzielna mistrzyni, dziękując tysiącom fanów za nieustające wsparcie.
Pod szpitalnymi kadrami natychmiast posypały się tysiące ciepłych słów i życzeń szybkiego powrotu do pełni sił.
Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze