Paulina Rzeźniczak, żona piłkarza Jakuba Rzeźniczaka, nie zostawiła swoim obserwatorom żadnych niedomówień. Celebrytka zdecydowała się na operację powiększenia biustu i krok po kroku zrelacjonowała cały ten dzień, od porannej pobudki, przez salę operacyjną, aż po powrót do domu.

Piąta rano i przygotowania na najwyższym stresie
Dzień zabiegu Paulina rozpoczęła wyjątkowo wcześnie. Pobudka o piątej rano, kąpiel, wyprostowane włosy. Mimo starannych przygotowań stres dawał o sobie znać przez cały poranek. Celebrytka przyznała też, że musiała solidnie pogłodować przed zabiegiem:
„Musiałam być sześć godzin bez jedzenia, trzy bez picia, więc w sumie od rana jak wstałam, to nic nie jadłam ani nie piłam” .

Sama na sali, ale „wygodnie"
W szpitalu Paulina spędziła te najbardziej stresujące chwile bez towarzystwa bliskich.
„Byłam sama, więc było mi wygodnie”
— zdradziła, dodając, że mimo wszystko cała sytuacja mocno dała jej się we znaki emocjonalnie.
Kanapka, która nie przetrwała
Nie wszystko poszło jednak gładko. Już po zabiegu organizm celebrytki odmówił współpracy.
„Kanapeczka była dobra, ale mój organizm nie przyswajał”
— opisała moment, w którym zwróciła zjedzony wcześniej posiłek.

Każdy wertep czuła na własnej skórze
Drogę powrotną do domu Paulina zapamięta na długo i to dosłownie.
„W samochodzie czułam każdy wertep. Na szczęście jechaliśmy cały czas prawie autostradą”
— relacjonowała, sugerując, że każda nierówność na drodze odbijała się bólem po świeżo przebytym zabiegu.

Efekty? Jeszcze za wcześnie, żeby ocenić
Jak czytamy w komentarzach pod jej relacjami, sama celebrytka na razie wstrzymuje się z jednoznaczną oceną efektów. Zapowiedziała już jednak, że przygotuje osobny, szczegółowy materiał na temat całej operacji, łącznie z technicznymi detalami, o które regularnie pytają ją obserwatorki, takimi jak rodzaj implantu czy jego rozmiar.


Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze