Małgorzata Rozenek ogłosiła start nowego naboru do programu „Bez kompleksów”. W zapowiedzi zachęca, by „oddać się w ręce najlepszych lekarzy”, czyli duetu Nawrocki–Szczyt, którzy od lat są twarzami najbardziej medialnych metamorfoz w polskiej telewizji.
I jak zwykle, zanim jeszcze ruszyły castingi, wróciły kontrowersje, które od początku towarzyszą formatowi.

Program o akceptacji, prowadzony przez osobę, która… filtruje każdy kadr?
Rozenek promuje show jako projekt pomagający ludziom „odzyskać pewność siebie”. Problem w tym, że widzowie od dawna wytykają jej zupełnie inną narrację w social mediach. Niemal każdy filmik i zdjęcie przechodzi przez mocne filtry, a jej twarz bywa wygładzona do poziomu „AI‑glam”. Ostatnio głośno było o wywiadzie, w którym również nałożono filtr na Rozenek, choć rozmowa odbywała się na żywo.

Internauci zadawali pytania,
„Jak mamy wierzyć w program o akceptacji, skoro prowadząca nie pokazuje się bez cyfrowej obróbki?”
„Bez kompleksów”, czyli jednak z kompleksami?
Krytycy formatu od lat zwracają uwagę na dysonans: program ma budować samoakceptację, ale jego fundamentem są inwazyjne zabiegi medycyny estetycznej, spektakularne operacje i „naprawianie” wyglądu.
A teraz, gdy Rozenek ponownie zaprasza widzów do „oddania się w ręce najlepszych lekarzy”, wraca pytanie, które przewija się przy każdej edycji: Czy to naprawdę program o akceptacji, czy raczej o tym, że bez skalpela i filtra trudno dziś funkcjonować w telewizji i mediach?

Program, który ma „leczyć kompleksy”, prowadzi osoba, która do perfekcji opanowała sztukę kamuflażu własnej rzeczywistości. Na jej profilach widzimy niekończącą się sielankę: idealne wnętrza, perfekcyjne dzieci, życie jak z katalogu premium. Wszystko tak gładkie, tak dopracowane, tak przeidealizowane, że momentami wygląda jak świat wygenerowany przez AI.

I tu pojawia się największy dysonans: czy ktoś, kto tak skrupulatnie filtruje własną codzienność, naprawdę może przekonywać innych, że akceptacja zaczyna się od pokochania siebie?
Bo chirurgiczna zmiana może dać ulgę na chwilę. Ale każdy lekarz estetyczny powie to samo: apetyt rośnie w miarę jedzenia. Jedna poprawka prowadzi do kolejnej, a potem następnej. I niestety Małgorzata jest tu najlepszym przykładem. Zamiast „bez kompleksów” mamy raczej niekończący się wyścig za kolejną wersją siebie.







Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze