Nie ma spokoju wśród bliskich zmarłego przed 4 laty Krzysztofa Krawczyka. Zaledwie wczoraj pisaliśmy o tym 12-metrowej klitce na wynajem, w jakiej mieszka jedyny syn artysty, a teraz doszły do nas kolejne, niepokojące wieści. - Nie mam spokoju we własnym domu. Ewa Krawczyk robi wszystko, żebym opuścił dom, który budowałem i w którym mam prawo mieszkać aż do śmierci–mówi nam Robert Urbańczyk, osobisty kierowca i asystent Krzysztofa Krawczyka.
Pan Robert pracował dla piosenkarza przez 18 lat. Woził go własną limuzyną albo koncertowym mercedesem z łóżkiem i garderobą. W ostatnich miesiącach życia nosił go na rękach, pielęgnował, mył i karmił, a po śmierci przygotowywał jego ciało w trumnie. Krzysztof Krawczyk i jego żona Ewa byli rodzicami chrzestnymi najmłodszej córki pana Roberta–Kingi. Tak zaczyna się historia, która dziś ma tak bolesny finał…

Osobisty kierowca Krzysztofa Krawczyka
Robert Urbańczyk ożenił się z jedną z siostrzenic Ewy Krawczyk–Sylwią. Młodsza o 20 lat dziewczyna wpadła mu w oko podczas koncertów, kiedy śpiewała w chórkach wujka. Połączyła ich wielka miłość, a jej owocem są dziś dzieci–Wiktor (15 l. ) i Kinga (10 l.) oraz…dom w Dalikowie pod Łodzią, który razem zbudowali za pieniądze z rodzinnych nieruchomości. - Sylwia sprzedała dom, ja sprzedałem mieszkanie moich rodziców i wzięliśmy ich do siebie, niecałe 100 tys. złotych spłacaliśmy Ewie i Krzysztofowi, bo udzielili nam pożyczki–mówi nam pan Robert.
Kilka lat temu mężczyzna przekazał żonie cały dom i zastrzegł sobie jedynie prawo do dożywotniego w nim mieszkania razem z rodzicami będącymi w podeszłym wieku. Niedługo po tym fakcie Sylwia wyprowadziła się z domu, rodzice pana Roberta zmarli, a do sądu trafił pozew rozwodowy od jego żony. Dziś kierowca Krzysztofa Krawczyka jest już rozwiedziony i zupełnie sam mieszka w ogromnym domu.


- Moja żona ma luksusowe mieszkanie, które kupiła jej ciocia Ewa Krawczyk. Z dziećmi prawie się nie widuję, bo nie mogę ich zmuszać do spotkań ze mną i nie mam na razie szans wygrać z taką „konkurencją”. Zostaje mi oglądanie relacji w internecie, gdzie moja była żona sprzedaje kosmetyki i ubrania, a przed kamerą występuje z naszą córką, Ewą Krawczyk i psem–opowiada.
To jednak nie koniec zmartwień Roberta Urbańczyka. Dom w Dalikowie został najpierw wystawiony na sprzedaż przez małżonkę, a teraz dowiedział się, ze ktoś podpisał umowę przedwstępną na jego zakup i nie koniecznie chce mieć tam „lokatora”.

- Ostatnio pojawił się u mnie samochód „Rutkowski Patrol” i usłyszałem, że sprawiam trudności z opuszczeniem nieruchomości. Musiałem błyskawicznie uruchomić prawnika, który wytłumaczył moje prawa i dali mi spokój–opowiada.
Urbańczyk poinformował żonę i Ewę Krawczyk, że chętnie wyprowadzi się z domu w Dalikowie, ale chciałby odzyskać wkład finansowy włożony w budowę posiadłości i wtedy kupi sobie inną nieruchomość. Nie dostał żadnej odpowiedzi. - Nikt nie traktuje mnie z szacunkiem. Czuję się po prostu wykorzystany i na dodatek zastraszany. Ostatnio spotkałem Ewę na stacji benzynowej. „Cześć Robercik” –rzuciła z uśmiechem w moją stronę. Spojrzałem. Nawet jej nie odpowiedziałem–relacjonuje.

Kierowca Krawczyka jest przekonany, że gdyby jego pracodawca żył, nigdy nie dopuściłby do takich sytuacji i nie uwierzyłby, gdyby ktoś wcześniej zdradził mu ten ponury, rodzinny scenariusz.
Ewa Krawczyk przez kilka dni nie odpisała nam w sprawie komentarza dotyczącego tej sytuacji.









Tak mieszka syn Krawczyka