Ministerstwo Kultury czy Biuro Podróży? Marta Cienkowska i 27 delegacji za 200 tys. zł

Australia, Malta, Japonia, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Uzbekistan — brzmi jak lista marzeń z katalogu biura podróży. Tymczasem to tylko część tras, jakie w ciągu dwóch lat odbyła Marta Cienkowska, obecna minister kultury i dziedzictwa narodowego. Łączny koszt? Blisko 200 tys. złotych z kieszeni podatników.

3 minut czytania
Instagram/marta_cienkowska

Najdroższa delegacja — do Australii — kosztowała niemal 50 tys. zł. Oficjalnym celem było odzyskanie zabytkowej monety Holey Dollar z 1813 roku, skradzionej z Muzeum Okręgowego w Toruniu. Moneta została przekazana w polskiej ambasadzie w Canberze. Internauci nie kryją zdziwienia:

„To ktoś z ambasady nie mógł tego ogarnąć?” — pyta Michalina Schurmann na platformie X w jednym z tweetów.

Lot po monetę za 50 tysięcy

Holey Dollar to moneta wybita w 1813 roku i uznawana za pierwszy, oficjalny środek płatniczy w Australii. W 1914 roku została zakupiona przez polskiego kolekcjonera Walerego Amrogowicza i przez dekady przechowywana była w zbiorach Muzeum Okręgowego w Toruniu. Przetrwała dwie wojny światowe, jednak między 2008 a 2017 rokiem została skradziona i trafiła na międzynarodowy rynek aukcyjny.

Radna niemieckiej gminy szefową polskiej placówki! I ta fryzura... Dla Kiliszek mamy pewną radę
To nie żart, to rzeczywistość Instytutu Pileckiego po kadrowym trzęsieniu ziemi! Po głośnym wyrzuceniu Hanny Radziejowskiej, dyrektora berlińskiego oddziału Instytutu, miejsce przejęła... Joanna Kiliszek – kuratorka, aktywistka kultury i radna niemieckiej gminy z ramienia Zielonych. Tak, dobrze czytasz – Zielonych! Przy okazji jej występu internauci zwrócili uwagę na pewien szczegół... My zaś śpieszymy z pomocą!

Dzięki współpracy polskich i australijskich służb udało się ją odzyskać, a uroczyste przekazanie odbyło się w Ambasadzie RP w Canberze — to właśnie tam udała się minister Marta Cienkowska, by odebrać monetę osobiście.

Instagram/marta_cienkowska

„Świnie u koryta nigdy się nie zadowolą”

W sieci zawrzało. Komentarze są bezlitosne:

„Ministerstwo Kultury — biurem podróży”

pisze 68Lewandowski, a użytkownik MAnnaM258 stwierdza:

„Głupi jesteśmy, skoro płacimy”.
„Z twarzy Cienkowskiego bije bezmiar głupiego chamstwa”

— nie kryje żalu FranciszekZielinski.

Niektórzy porównują delegacje do czasów PRL-u:

„Za komuny to wizyty w KDL były o wiele tańsze. A niech zwiedzi świat” — ironizuje TadeuszSosno.
200 tys. z KPO dla Krystyny Jandy. Opłaciły się lata pogardy wobec „tłuszczy”?
Przez lata z pogardą patrzyła na przeciwników Platformy Obywatelskiej, nazywając ich „tłuszczą” i „ciemnogrodem”. Teraz może wreszcie odetchnąć – z unijnej kasy popłynęło 200 tysięcy złotych na jej fundację. Aktorka, która nie raz wywoływała burzę swoimi wypowiedziami, znów triumfuje. Czy pogarda wobec Polaków się opłaca?

Komfort ponad wszystko?

Rzecznik ministerstwa tłumaczy, że ze względu na uraz kręgosłupa minister Cienkowskiej zakupiono bilety zapewniające „komfortowe warunki podróży”. Marek Suski z PiS zasugerował, że mogły zostać wykupione dodatkowe usługi — co tylko podsyciło dyskusję o skali wydatków.

Instagram/marta_cienkowska

Kultura w wersji premium?

Wśród podróży znalazły się m.in.:

•  Malta – udział w Europejskim Forum Kultury

•  Japonia – spotkania z przedstawicielami świata sztuki

•  Uzbekistan – rozmowy o dziedzictwie narodowym

•  ZEA – promocja polskiej kultury na Expo

Choć cele brzmią szlachetnie, wielu komentatorów pyta: czy naprawdę trzeba było wysyłać ministra osobiście? Czy nie wystarczyło wysłać konsula, dyrektora departamentu, albo po prostu… maila?

Czy to jeszcze podróże z misją czy już wycieczki?

W dobie cięć budżetowych, rosnących kosztów życia i kryzysu w kulturze, takie wydatki budzą emocje. Zwłaszcza gdy zestawić je z realiami instytucji kultury w Polsce: muzeów, teatrów, bibliotek, które często walczą o przetrwanie.

Czy ministerstwo jest jeszcze instytucją kultury czy już biurem podróży dla swoich ministrów?