Co się stało na placu Powstańców Warszawy?
Do zdarzenia doszło w piątek, 25 września, tuż po godzinie 12 na placu Powstańców Warszawy. Milik, kierując swoim Mercedesem klasy G, miał przekroczyć podwójną ciągłą, a następnie wyprzedzić kilka samochodów wprost na przejściu dla pieszych. Ten ostatni manewr zauważył jadący za nim oznakowany radiowóz. Policjanci włączyli sygnały i zatrzymali piłkarza do kontroli.
Sprawa głośnego przejazdu z udziałem Arkadiusza Milika wywołała ogromne emocje w sieci! Oto nagranie ukazujące moment łamania przepisów drogowych. Jak oceniacie to zdarzenie? 🚗😱👇#ArkadiuszMilik #przepisydrogowe #policja #wydarzenia pic.twitter.com/L2GQzuym18
— Fakt (@Fakt_pl) September 30, 2026
Tu zaczyna się najbardziej kontrowersyjny wątek całej sprawy. Zamiast mandatu i punktów karnych, które w normalnych okolicznościach groziłyby za taki zestaw wykroczeń, Milik usłyszał jedynie słowne pouczenie na podstawie art. 41 kodeksu wykroczeń. Cała interwencja miała trwać zaledwie około pół minuty.

„Bezczelnie złamał kolejny przepis”
Gdyby na tym się skończyło, sprawa pewnie nigdy nie ujrzałaby światła dziennego. Jak jednak ustalił „Fakt”, kilka chwil po zakończeniu kontroli i odjechaniu spod radiowozu, piłkarz miał ponownie złamać przepisy, tym razem przejeżdżając przez skrzyżowanie na czerwonym świetle. Dziennikarze więc zapytali wprost, czy w Polsce obowiązują inne „przepisy dla VIP-ów i cwaniaków”, a inne dla zwykłych kierowców.

Policja się tłumaczy, internauci wściekli
Po publikacji nagrania sprawą zajęła się ponownie Komenda Rejonowa Policji Warszawa I. Rzecznik śródmiejskiej komendy, cytowany w mediach, tłumaczył, że funkcjonariusze zauważyli wykroczenie i zgodnie z przepisami mieli prawo zakończyć interwencję samym pouczeniem, bez nakładania mandatu, ponieważ nie zawsze bowiem muszą karać.
Taka wersja wydarzeń nie uspokoiła jednak opinii publicznej. Fala komentarzy o taryfie ulgowej dla sportowca była na tyle duża, że komendant śródmiejskiej policji podjął decyzję o wznowieniu i kontynuowaniu postępowania wobec piłkarza, tym razem obejmującego już trzy naruszenia przepisów drogowych.

Sprawa trafi do sądu. Co grozi Milikowi?
Jak przekazała policja, zgromadzony materiał posłuży jako podstawa do skierowania do właściwego sądu wniosku o ukaranie kierowcy. To właśnie sąd teraz zdecyduje ostatecznie o odpowiedzialności Milika oraz o wysokości ewentualnej kary. Jeśli po prawomocnym rozstrzygnięciu okaże się, że piłkarz jako kierowca z ponad rocznym stażem przekroczył limit 24 punktów karnych, uruchomiona zostanie procedura administracyjna, która może zakończyć się nawet utratą uprawnień.

To nie pierwszy raz, kiedy prywatne zachowanie Milika trafia na pierwsze strony tabloidów. 32-letni napastnik ostatnimi czasy częściej gości w doniesieniach o kontuzjach i gabinetach lekarskich niż na murawie. Sprawa wywołała też dyskusję o tym, jakimi autami na co dzień porusza się piłkarz i czy luksusowy styl życia idzie w parze z poczuciem bezkarności za kierownicą.


Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze