Nie planował tej miłości. A jednak trwała prawie 18 lat
Bohaterem wpisu Wiśniewskiego jest Gucio, czyli kot, który spędził z artystą i jego rodziną niemal dwie dekady, mimo że wokalista sam przyznaje, że nigdy specjalnie nie przepadał za kotami, a na dodatek jest na nie uczulony. Jak napisał w emocjonalnym poście, los najwyraźniej postanowił zakpić sobie z niego, „podrzucając” mu zwierzaka na prawie 18 lat.

Historia Gucia od samego początku była niezwykła. Kotek trafił do rodziny Wiśniewskiego w dramatycznych okolicznościach. Kociaka ze stadniny koni, przyniosła Eti, córka artysty. Okazało się bowiem, że pies zagryzł cały miot razem z kocią mamą. Przeżył wyłącznie on, najmniejszy, ale i najbardziej uparty z rodzeństwa. Opiekę nad maleńkim kociakiem przejęła wtedy mama artysty, a Gucio został z rodziną na kolejne osiemnaście lat.

Kot, który nie powinien dożyć pierwszego tygodnia
W swoim wpisie Wiśniewski podkreślił, że Gucio od początku był wyjątkowym przypadkiem – kotem, który teoretycznie nie miał żadnych szans na przeżycie, a jednak towarzyszył rodzinie przez przeprowadzki, trasy koncertowe, huczne, pełne wydarzeń życie artysty i cały towarzyszący mu chaos. Wytrzymał wszystko, łącznie z alergicznym, kichającym przy każdej próbie głaskania „opiekunem”, którym okazał się sam Wiśniewski.

Jak przyznał wokalista, mimo swojej niechęci do kotów i uczulenia, Gucio miał w sobie coś, co sprawiało, że nie dało się go nie pokochać. To właśnie te słowa poruszyły najbardziej internautów, którzy pod postem zostawili setki komentarzy pełnych wsparcia dla artysty.

Wzruszające pożegnanie w mediach społecznościowych
„Dziś odszedł” – napisał krótko Wiśniewski, informując fanów o śmierci swojego wieloletniego towarzysza. W dalszej części wpisu podziękował zwierzakowi za osiemnaście lat wspólnego życia, podkreślając, że Gucio nauczył go czegoś, czego się nie spodziewał: że można pokochać kogoś wbrew własnym przekonaniom i ograniczeniom.


Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze