Laskowik, Smoleń i początki kabaretu „Tey”
Zenon Laskowik - satyryk i aktor, który rozpętał prawdziwy szał kabaretowy jako współtwórca kultowego „Tey” w Poznaniu - kończy dziś 80 lat!

Zanim jednak stał się gwiazdą, zaczynał skromnie – na studiach na poznańskim AWF-ie zakładał kabaret „Klops”, a w 1970 roku, razem z Krzysztofem Jaślarem, przekształcił go w „Tey”.
I to właśnie z kabaretem „Tey”, w szarym PRL-u, jego teksty przechytrzające cenzurę zdobyły serca publiki. Najpierw występował z Januszem Rewińskim, ale prawdziwy kabaretowy wybuch przyszedł, gdy na scenę wskoczył Bohdan Smoleń. Razem byli nie do podrobienia, a ich skecze to dziś klasyka, która wciąż bawi do łez.
Laskowik czarował improwizacją, Smoleń rzucał swojskim wdziękiem i miną wiecznego malkontenta.

Laskowik i Smoleń - duet nie do podrobienia
Na scenie Laskowik i Smoleń byli jak kabaretowi Flip i Flap – jeden sypał błyskotkami, drugi kontrował z urokiem prostego chłopa.
„Publiczność nas uwielbiała, bo byliśmy jak yin i yang”
– wspominał Smoleń w jednym z wywiadów dla „Głosu Wielkopolskiego” (2015).

Ich numery o PRL-owskich absurdach trafiały w punkt, a ludzie śmiali się do rozpuku.
„Zenek miał ten błysk w oku, ja dodawałem swoje trzy grosze”
– mówił Smoleń, opisując ich sceniczną chemię w rozmowie z „Angorą” (2010).
„Tey” był hitem, bo Laskowik pisał teksty z klasą, a Smoleń je ożywiał swoim niepowtarzalnym stylem. To był złoty czas – publika szalała, a oni rządzili estradą.

O co Laskowik pokłócił się za Smoleniem?
Ale za kurtyną sielanka się kończyła. Smoleń, który dołączył do „Tey” w 1977, szybko zauważył, że z Laskowikiem nie zawsze jest różowo.
„Zenek nie odróżniał kabaretu od życia, a mnie czasem traktował jak rekwizyt”
– rzucił z goryczą w wywiadzie dla „Faktu” (2014). Alkohol też nie pomagał.
„Namawiałem go: Zenek, pij po sukcesie, nie przed! Ale on wolał słuchać AA niż mnie”
– żartował Smoleń w rozmowie z „Super Expressem” (2012), puszczając oko do problemów Laskowika z procentami.

Laskowik z kolei rzadko komentował te zarzuty, ale raz rzucił:
„Bohdan zawsze musiał mieć ostatnie słowo, nawet jak nie miał racji”
– co przytoczono w biografii „Tey” na Culture.pl.

Konflikt narastał, przerwała go śmierć
Zgrzyty między nimi narastały. Smoleń czuł się niedoceniany – Laskowik był gwiazdą, liderem, a on, choć kochany przez tłumy, czasem lądował w jego cieniu.
„Bywało, że Zenek zachowywał się po chamsku, a ja tego nie znoszę”
– wyznał w „Vivie!” (2015), nie kryjąc żalu.

Gdy „Tey” rozpadł się pod koniec lat 80., ich drogi się rozeszły. Laskowik w latach 90. rzucił scenę i... został listonoszem! Smoleń poszedł w solówki i fundację dla dzieci.
„Zenek? Niech sobie żyje po swojemu”
– skwitował Smoleń w „Gazecie Wyborczej” (2016).
Kontakt między nimi zgasł zupełnie. Smoleń, który zmarł w 2016 roku, czasem puszczał cierpkie uwagi o dawnym kumplu.
Laskowik zaś, wracając na scenę w 2003 roku z nowymi projektami na Platformie O.B.O.R.A., o Smoleniu milczał jak zaklęty.
„Co było, minęło, teraz robię swoje”
– rzucił lakonicznie w „Dzienniku Zachodnim” (2005).
