W rzeczywistości Chiny od dawna zachęcają obywateli do posiadania dzieci, bo kraj zmaga się z dramatycznym spadkiem dzietności. Współczynnik urodzeń wynosi tam zaledwie 1,0, czyli mniej niż w Polsce, gdzie notujemy 1,16. Polityka jednego dziecka, o której wspomniała Drzyzga, została oficjalnie zakończona w 2015 roku, a obecnie rząd wręcz subsydiuje rodziny wielodzietne.
Wpadka przeszła bez echa w studiu, ale widzowie nie zapomnieli.

W sieci zawrzało:
„To nie lata 90., pani Ewo!”
— piszą internauci. Czy to tylko chwilowe potknięcie, czy sygnał, że śniadaniówki potrzebują solidniejszego fact-checkingu?
Władze w tym kraju prowadziły ją w latach 1979-2015. Polegała ona na stosowaniu zachęt do posiadania tylko jednego dziecka przez parę oraz kar w przypadku większej liczby potomków. W 2016 roku wprowadzono politykę dwojga dzieci, w 2021 – politykę trojga dzieci, a dziś nie ma żadnych limitów, a wręcz zachęty, by Chińczycy mieli jak najwięcej dzieci. Polityka prowadzona w przeszłości doprowadziła bowiem do katastrofy, choćby takiej, że jest dysproporcja w liczbie kobiet i mężczyzn. Chińczycy bowiem pragnęli głównie synów i usuwano masowo ciąże płci żeńskiej.

Ciarki żenady
To nie pierwszy raz, gdy na łamach TVN prezenterzy błyszczą niewiedzą. Ledwie na początku lipca Jan Pirowski w odcinku z aktorami dubbingowymi nie znał nazwiska bohaterki cyklu o Harrym Potterze, Hermiony Granger.
„Nie pamiętam Grin…. Grinczer, Gran …. Granczer”
– dukał prezenter, aż z pomocą mu przyszła zaproszona aktorka.
Internauci punktowali wtedy prowadzących: Jana Pirowskiego i Izabelę Krzan.
„Brak podstawowego przygotowania ze strony prowadzących odpycha. Przy Grinczer dostałem ciarki żenady. Sprawdzenie poprawnej wymowy tego nazwiska zajmuje kilka minut jeśli nie sekund. Trochę wstyd dla tak dużej telewizji. No dramat prowadzący. By się urodził, ale się nie urodził. Serio? Grinczer... Nie można się było przygotować?”
– pisali internauci.

W świecie mediów, gdzie każde słowo może zostać zacytowane, przeanalizowane i skomentowane w sekundę, doświadczenie nie powinno zwalniać z obowiązku rzetelnego przygotowania. Nawet najbardziej rozpoznawalne twarze telewizji, z wieloletnim stażem i sympatią widzów, nie są odporne na pomyłki — a te, wypowiedziane na antenie, mogą szybko obrócić się przeciwko nim.

Uważanie się za autorytet medialny to nie tylko przywilej, ale przede wszystkim odpowiedzialność. Fakty się zmieniają, świat się rozwija, a wiedza wymaga aktualizacji — niezależnie od tego, ile lat spędziło się przed kamerą. W czasach, gdy dostęp do informacji jest na wyciągnięcie ręki, brak przygotowania nie tylko razi, ale też podważa zaufanie widzów.