W szczerym wyznaniu Monika Miller przyznała, że jej choroba odbijała się także na bliskich.
„Skrzywdziłam naprawdę wiele osób. Te osoby musiały same później chodzić na terapię, ale nie dlatego, że chciałam kogoś skrzywdzić. Nie radziłam sobie ze sobą”
— wyznała.

„Męczyłam się strasznie”
Wnuczka Leszka Millera opowiedziała również o tym, jak wyglądały jej najgorsze momenty.
„Wcześniej zaczęło się u mnie samookaleczanie. Ja zawsze sobie mówiłam, że wolę czuć cokolwiek niż nie czuć nic. Męczyłam się strasznie”
— powiedziała.

Miller wspomina, że jej kryzysy były na tyle poważne, że wielokrotne próby samobójcze doprowadziły do stanu, w którym wymagała pilnej pomocy.
„Miałam czyszczony żołądek wiele razy, byłam wieziona przez karetki, lądowałam na sorze. Dużo tego było”
— mówiła, podkreślając, jak trudna była jej droga do stabilizacji.
„To były długie pobyty”
W podcaście, dodała:
„W szpitalu psychiatrycznym byłam trzy razy. To były długie pobyty”.
Jej słowa pokazują, jak poważnie choroba wpływała na jej życie i jak wiele wysiłku kosztowało ją dojście do obecnego etapu.

Powrót do siebie
Choć Monika nie ukrywa, że jej droga była trudna, dziś mówi o niej z dystansem i pełną świadomością. Diagnoza, leczenie i kolejne lata pracy nad sobą pozwoliły jej odzyskać stabilność. To proces, który trwa, ale który, jak podkreśla, nauczył ją uważności na siebie i innych.

Jej historia jest ważna nie tylko dlatego, że dotyczy osoby znanej. Ważna jest szczerość, z jaką mówi o doświadczeniach, które wciąż dla wielu pozostają tematem tabu. Jej słowa mogą być dla innych sygnałem, że warto szukać pomocy, mówić o swoich emocjach i nie zostawać z nimi samemu.


Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze