Czy warto było szaleć tak? Rachunek grozy z restauracji Karoliny Pisarek

Byliśmy, sprawdziliśmy i już wiemy. Karolina Pisarek (27 l.) oprócz kariery w modelingu świetnie radzi sobie również na biznesowym polu. Nie dość, że niedawno postawiła na własną kolekcję ubrań, to od roku prowadzi wraz z mężem restaurację z kuchnią turecką. Postanowiliśmy sprawdzić, czy warto było wydać 300 zł na obiad sygnowany nazwiskiem polskiej gwiazdy modelingu.

6 minut czytania

Influencerzy i celebryci coraz śmielej decydują się na stworzenie „planu B”. Nie ma w tym nic dziwnego - sława przemija, bo „telewizja jest niewierną kochanką”, jak zwykła mówić „caryca Polsatu” Nina Terentiew, a pieniądze zarabiać trzeba. Aktorzy, wokaliści czy modelki inwestują więc zarobione pieniądze w biznesy. Tak było w przypadku Karoliny Pisarek, która niespełna rok temu połączyła siły z mężem i otworzyła w centrum Warszawy restaurację.

Bem pokazała co dostała do jedzenia na koncercie w Warszawie. Szok!
Ewa Bem (74 l.) to ikona polskiej muzyki rozrywkowej i jazzowej. Wszyscy chyba znają jej hity „Żyj kolorowo” czy „Moje serce to jest muzyk”. Artystka przez kilka lat nie koncertowała, od 3 lat znowu jest aktywna koncertowo, a jej występy przyciągają tłumy fanów. Ewa Bem pochwaliła się ostatnio koncertem na warszawskim “Torwarze”, jak również jedzeniem, które tam dostała. Dalekie to jednak od wymagań żywieniowych gwiazd. Sami zobaczcie.

Wnętrza w stylu glamour i obiad za 300 zł

Niemal  skręcało nas z ciekawości, czy małżeństwo modelki i przedsiębiorcy Rogera Salli sprostało zadaniu. Wybraliśmy się zatem w gronie trzech (dorosłych) osób na obiad.

Restauracja już od pierwszych chwil zrobiła na nas duże wrażenie. Państwo Salla na wystroju nie szczędzili - czarne ściany i złote dodatki od razu rzucały się w oczy. Już od wejścia przywitała nas młoda kelnerka, która zapytała, czy wolimy usiąść na sali głównej, czy bardziej zacisznej, bocznej. Wybraliśmy salę główną, gdzie już siedziało kilka osób.

Menu  nie jest serwowane w tradycyjnej formie. Na stoliku jest tabliczka z kodem QR, który należy zeskanować, aby wyświetliły nam się dania do wyboru. Modelka zadbała jednak również o to, by osoby akurat nie mające internetu w telefonie, mogły połączyć się z miejscowym wifi. To duży plus. Pojawia się jednak pytanie, co z osobami, które tego telefonu jednak nie noszą, albo zapomniały, tudzież mają starą wersję bez dużego, kolorowego wyświetlacza? Są to zapewne sytuacje skrajne, ale zdarzyć się mogą. Wierzymy jednak, że w takim momencie, obsługa jest w stanie powiedzieć, co znajduje się w menu, ponieważ po zadaniu kilku pytań pani, która nas obsługiwała, można było stwierdzić, że faktycznie ma dużą wiedzę o serwowanych daniach.

Nie wiedzieliśmy, jak duże będą posiłki, a nie byliśmy też mocno głodni, raczej chcieliśmy po prostu wrzucić coś na ruszt, więc zdecydowaliśmy się po jednym daniu na osobę. Jak dobrze, że nie zamawialiśmy większej ilości! Nie dlatego, że było niedobre, ale dlatego, że dania, które zamówiliśmy, a które przyszły stosunkowo szybko (po ok. 30 minutach) były naprawdę ogromne!

Wojna na „kulki mocy”! Lewandowska kontra Starmach - które lepiej działają?
Anna Lewandowska (36 l.) i Anna Starmach (37 l.) to dwie znane postaci w świecie zdrowego gotowania, a ich przepisy na „kulki mocy” cieszą się popularnością wśród fanów. Obie proponują swoje wersje energetycznych przekąsek – Lewandowska stawia na prostotę i zdrowie, Starmach na wyrazisty smak. Przyjrzyjmy się ich recepturom i sprawdźmy, czym się różnią. Które lepsze? Wybór zależy do Ciebie!

Kebab i pizza u Pisarek

Jedna osoba z naszej paczki, korzystając z tego, że znajdowaliśmy się w restauracji specjalizującej się w kuchni tureckiej zamówiła tzw. Sułtan Kebap za 69 zł, który na zdjęciu w menu prezentował się dość skromnie, a w rzeczywistości okazał się naprawdę sycącym daniem, podanym w dość artystycznej formie, co nic nie miało wspólnego ze zwykłym kebabem z popularnej sieciówki. Idealnie przyprawione mięso mielone w cieście lavash doskonale komponowało się z lekko kwaśną śmietaną. Połączenie ciekawe, zaskakujące i naprawdę smaczne i sycące.

 

Dwie inne postawiły na pizze w tureckim wydaniu. Pierwsza z nich, Kusbasili Pide - z kawałkami polędwicy wołowej, pomidorami, cebulą i papryką miała dość kwaśny posmak. To był prawdziwy powiew orientu. Kosztowała 57 zł i była naprawdę dobra.

Druga zaś - za 47 zł - Sucuklu Pide, która była dość zeuropeizowaną wersją (z serem i kiełbasą, wyglądającą jak salami) niczym konkretnym się nie wyróżniała, ale była smaczna. Czy warta 47 zł? Być może za wielkość i za to, że ser nie był mozarellą, a serem kashar, a na wierzchu nie była zwykła salami, a kiełbasa sucuk.

Gwoździem programu jednak był deser (zamówiony trochę, by sprawdzić, czy taki sam dostaniemy w kebabie za rogiem, a trochę, żeby osłodzić się po głównym daniu przez jedną z osób z naszego grona). Kunefe z ciasta kadayif z serem tureckim, syropem cukrowym i lodami było przepyszne.  Kosztowało 38 zł i było tak duże, że poradziły sobie z nim trzy osoby - nie jedna. To „ciastko” zdecydowanie odbiegało od tych, które dostaniemy w przeciętnym kebabie czy nawet w cukierni.

 

Posiłek umilały nam napoje bezalkoholowe, które miały przeciętne, warszawskie ceny. Za dwie lemoniady z cytryną i miętą (w ofercie jest również mnóstwo innych smaków) zapłaciliśmy 48 zł, czyli po 24 zł za sztukę. Jedna osoba zamówiła mrożoną herbatę z marakują za 22 zł. Wszystko było poprawne - nie za słodkie i nie za kwaśne i atrakcyjnie podane.

Za całość zapłaciliśmy 273 zł. Jak za jednodaniowy obiad bez alkoholu i z jednym deserem to dużo. Ale wyszliśmy zadowoleni, naprawdę syci i z poczuciem świadomości, że nie „zapchaliśmy się” kebabem zza rogu za co prawda 30 zł, ale ze składem wątpliwej jakości. Bo w lokalu ewidentnie stawia się na jakość, a wysoka cena jest zapewne sumą zarówno dobrych składników, dużych porcji no i faktu, że restauracja znajduje się w samym sercu Warszawy. Do tego ma wnętrze jak z wybiegu, no i bądź co bądź - jego twarzą jest jedna z najpiękniejszych modelek w naszym kraju. W końcu Karoliną Pisarek lata temu zachwycił się sam Marcin Tyszka, twierdząc, że jej twarz „warta jest miliona dolarów”.

Minge leci dorabiać na Hawaje. Jej goście muszą zapłacić… 30 tys. zł!
To dopiero fucha! Ewa Minge (57 l.) będzie główną atrakcją warsztatów na Hawajach. Nie jako projektantka, ale jako trener mentalny i specjalista od rozwoju duchowego. Wypadł na kilka dni z naszą gwiazda mody kosztuje w sumie bagatela – równowartość ok. 30 tys. złotych. Może wiele materialnie do zaoferowania nie będzie, ale siła ducha jest przecież bezcenna. BlaskOnline poznał szczegóły tego przedsięwzięcia.