Czego Kinga Rusin boi się na amerykańskich lotniskach?

Dziennikarka Kinga Rusin (54 l.) lubi podróżować po świecie, bo jak wiadomo podróżować jest bosko. Niedawno chwaliła się wizytą w Peru i w Ekwadorze. Ale teraz celebrytka zastrzega, że jej stopa nie postanie na amerykańskiej ziemii. Obawia się lądowania na lotnisku w USA i deportacji. Internauci uspakajaj ją, że nie ma powodu do niepokoju. 

2 minut czytania
Instagram - KINGA RUSIN

Z Amazonii do Kanady 

Od lipca Rusin zamieszczała w mediach społecznościowych relacje ze swojej podróży po Ameryce Południowej. Wraz ze swoim partnerem Markiem Kujawą (50 l.) była w Peru i w Ekwadorze. Na następny przystanek wybrała Toronto, w Kanadzie, ponieważ  - jak twierdzi - wyjazd do USA stał się ryzykowny

Ze względu na niepewny los turystów na amerykańskiej granicy, w tym roku, w czasie naszej podróży, ominęliśmy Stany. Po Peru i Ekwadorze ruszyliśmy od razu do Kanady, tym razem na wschodnie wybrzeże

- relacjonuje dziennikarka, publikując zdjęcia z Toronto.

Jak podkreśla, ostatnio głośno było w mediach o bezpodstawnym zatrzymaniu na amerykańskiej granicy niemieckich turystów i deportowaniu Norwega, u którego w telefonie znaleziono mem z wiceprezydentem USA J.D. Vancem. 

Rozumiem walkę z nielegalną imigracją, ale walki z legalnymi turystami, w dodatku zostawiającymi w USA niemałe pieniądze, już nie rozumiem. Większość turystów, z którymi rozmawiamy, ma podobne zdanie. Unikają nawet przesiadek na amerykańskich lotniskach

- stwierdza Rusin. 

Instagram - KINGA RUSIN

Nic nikomu nie grozi 

Jednak internauci uspokajają celebrytkę. W ich opinii, nie widać zmiany w podejściu do turystów na granicach Stanów Zjednoczonych. Nie ma też mniejszego obłożenia w lotach do USA. 

Instagram - KINGA RUSIN
Instagram - KINGA RUSIN
Instagram - KINGA RUSIN

Las Vegas, Waszyngton, San Francisco, NYC

A jeszcze jesienią ubiegłego roku Kinga Rusin bawiła się podczas podróży do USA. Odwiedziła Las Vegas, San Francisco, Nowy Jork czy Waszyngton. Sama przyznawała, że nie taki diabeł straszny. 

Jestem w szoku, jak bardzo rzeczywistość różni się od dramatycznych opisów

- oceniła swoją wizytę w San Francisco.