Co potwierdzają oficjalne źródła
Zarówno prezes MZK Hubert Maślanka, jak i rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej Małgorzata Moś-Brachowska potwierdzili redakcji, że zdarzenie rozpoczęło się od tego, że jedna z 11-latek trzymała nogi na siedzeniu autobusu, a 54-letni mężczyzna zwrócił jej na to uwagę. Nieoficjalnie ten przebieg wydarzeń potwierdzają też policjanci prowadzący sprawę. To właśnie ten moment widać na początku nagrania z kamer autobusowych, jeszcze zanim dziewczynka zaczęła nagrywać całą sytuację na własnym telefonie.
❕| Policja zatrzymała mężczyznę, który zaatakował ukraińskie dzieci w autobusie. To pracownik MZK w Bielsku-Białej, przebywał na zwolnieniu lekarskim. Spółka wydała już oświadczenie, w którym potępia jego zachowania i zapowiada wyciągnięcie konsekwencji.
— chrzanik (@chrzanikx) July 13, 2026
Powiem tak: każdy kto… pic.twitter.com/nkpyrO0W7d
Warto jednak podkreślić, że nie potwierdzono krążącej wcześniej w mediach społecznościowych, dużo bardziej drastycznej wersji, jakoby dziewczynka miała pluć na mężczyznę czy składać mu nieprzyzwoite propozycje. To twierdzenie, rozpowszechnione za pośrednictwem usuniętego już posta na Facebooku, pozostaje niczym niepoparte i nie zostało potwierdzone ani przez MZK, ani przez prokuraturę.

Reakcja mimo wszystko uznana za rażąco niewspółmierną
Sam fakt zwrócenia uwagi dziecku trzymającemu nogi na siedzeniu nie tłumaczy tego, co nastąpiło potem. MZK, publikując własne ustalenia z nagrania, samo określiło reakcję mężczyzny jako „rażąco niewspółmierną” do sytuacji. Na nagraniu, które trafiło już do sieci, słychać wulgarne wyzwiska, groźby „wiem, gdzie mieszkasz” oraz odniesienia do narodowości dziewczynek. Nagranie zostało zabezpieczone i stanowi dowód w toczącym się postępowaniu, które przejęła prokuratura w Żywcu.

Potępienie ponad politycznymi podziałami
Co istotne, sprawę potępili politycy z różnych stron sceny politycznej, w tym minister w Kancelarii Prezydenta RP Marcin Przydacz oraz prokurator generalny Waldemar Żurek. Dziś zaplanowano przesłuchanie pracownika miejskiej spółki w tej sprawie.

Rzetelny obraz sytuacji jest więc taki: dziecko rzeczywiście zachowało się niewłaściwie, trzymając nogi na siedzeniu, a mężczyzna miał prawo zwrócić na to uwagę. To, co zrobił dalej, czyli seria wulgaryzmów, gróźb i wyzwisk na tle narodowościowym wobec dzieci, zostało jednak ocenione przez przewoźnika, prokuraturę i polityków, niezależnie od opcji politycznej, jako rażąco nieproporcjonalna reakcja, która jest dziś przedmiotem odrębnego postępowania karnego.


Dołącz do dyskusji!
Podziel się swoją opinią o artykule
💬 Zobacz komentarze